2015/08/30 – Oj się dzisiaj działo. Postanowiłem wypróbować BIEŻNIĘ ANTYGRAWITACYJNĄ! Brzmi jak Sciencie Fiction i faktycznie trochę taka jest. Całe to cudo polega to na przeciwdziałaniu grawitacji i umożliwia zmianę obciążenia masy ciała nawet o 80%. Krótko mówiąc osoba ważąca 100 kg biegnie jakby ważyła 20 kg. Taka była teoria, ale byłem bardzo ciekaw jak wygląda to w praktyce.

Jedyna taka bieżnia w Warszawie dostępna jest w siłowni Grawitan więc dzień rozpocząłem od wizyty w tym właśnie miejscu (pierwsza wizyta była gratis).  Bieżnia dumnie prezentuje się przy samym wejściu więc szybkie załatwienie formalności i poleciałem się przebrać. Z pomocą instruktora mogłem zaraz zacząć przygodę z grawitacją. Najpierw zakłada się specjalne spodenki z kołnierzem na wysokości bioder, który po wejściu na bieżnie przymocowujemy suwakiem do plastikowego„balona”. Instruktor odpalił urządzenie, które najpierw wypełniło „balon” powietrzem a następnie dokonało kalibracji. Teraz było już wszystko gotowe do rozpoczęcia mojej grawitacyjnej przygody. Sama obsługa jest banalnie prosta. Poza typowymi przyciskami występującymi na normalnej bieżni (prędkość, nachylenie i zmiana danych na wyświetlaczu) mamy po lewej stronie regulacje masy ciała i opcje pracy wstecznej (jak ktoś musi ćwiczyć chodzenie do tyłu to super sprawa). Zmniejszyłem masę ciała do 60 % i nacisnąłem START. Nie wiem jak się czują astronauci chodząc po księżycu, ale wydaje mi się, że są to podobne odczucia – FANTASTYCZNE!!! Po 5 miesiącach nareszcie mogłem biec normalnie, bez bólu, dyskomfortu i rozkładając obciążenie równomiernie na obie nogi. Dla pewności zmniejszałem stopniowo masę ciała do 40% (instruktor twierdził, że przy takich kontuzjach na początku powinno się biegać przy 40-60% masie ciała) i zwiększyłem lekko nachylenie (również za namową instruktora). Biegłem tak sobie przez 15 minut czując się jakbym już całkowicie pozbył się problemów z kolanem (cudowne uczucie), ale w końcu postanowiłem zrobić krótką przerwę. Radocha wielka, ale rozsądek przede wszystkim. Nie byłem pewien jak się zachowa kolano więc wolałem zrobić przerwę i sprawdzić. Wszytko wydawało się OK więc postanowiłem pobiegać jeszcze z 10 minut. Biegłem tak sobie w tempie 7.30 aż w końcu musiałem przerwać 🙁 . Mogłem tak biec i biec, ale uznałem, że 30 minut na początek wystarczy i trzeba sprawdzić jak zareaguje moje kolano. Sprzęt jest na prawdę super i godny polecenia dlatego przy wyjściu wykupiłem sobie pakiet 10 wejść  (300 zł) i będę tu przychodził raz w tygodniu.

Przez cały dzień kolano było OK więc wieczorem zrobiłem typową domową rehabilitację.

2015/08/31 – Nie wiem czy to kwestia wczorajszego biegania, ale dzisiaj boli mnie bardziej zginacz. No może nie bardziej, ale na pewno inaczej i dodatkowo w innym miejscu. Jest to uczucie jakby mięsień po zakwasach lub po skurczu. Asia zapowiedziała, że ma dosyć mojego zginacza i w środę mam mieć USG a na nim… ZASTRZYK z lekarstwem!!! Już się boje, ale podobno to najlepszy sposób a dzięki USG lekarz idealnie trafi w miejsce zapalne. Najgorsze, że prawdopodobnie będę musiał sobie zrobić przerwę od wszelkich ćwiczeń (może przedramię zacznę pakować 🙂 )

P.S. – Rehabilitacja dzisiaj trwała ponad 3 godziny i jak zwykle przebiegła w miłej i sympatycznej atmosferze 🙂

Tak ciągle gadam o tym zginaczu, ale prawdopodobnie większość z nas nawet nie wie co to jest. Mój błąd – trzeba było wcześniej opisać, więc śpieszę się ze szczegółowym wyjaśnieniem 🙂

Zginacze kolana to mięśnie zlokalizowane z tyłu uda. W moim przypadku problemem jest mięsień dwugłowy (głowa długa), który znajduje się dokładnie tutaj:

W moim przypadku ból pojawia się z reguły w tym miejscu:

Tak jak pisałem dzisiaj natomiast zaczął mnie również boleć trochę wyżej. To jest to miejsce, które po dłuższym nacisku (np. podczas siedzenia przy biurku) powodowało, że nie mogłem wyprostować (to takiego wyprostu co zwykle) nogi oraz powodował ból całego zginacza w okolicy podkolanowej.

2015/09/02 – wczoraj był basenik i regulaminowa przerwa czyli rozciąganie + brzuch + wałek. Jak już pisałem pękam się trochę igieł więc idąc dzisiaj do Asi lekko się obawiałem co się wydarzy podczas USG (jest oddalone o 2 pokoje od miejsca gdzie mam rehabilitację). O 17.00 bardzo sympatyczny doktor rozpoczął poszukiwania przyczyny mojego bólu (coś jak poszukiwania georadarem „złotego pociągu” 🙂 ). Za chwilę dołączyli Asia i Paweł (też super fizjoterapeuta) i wspólnie wszyscy patrzyli w monitor. Szybko okazało się, że dwugłowy jest super, zapalenia gęsiej stopki (po wewnętrznej stronie kolana) nie ma (na co wskazywał ostatni rezonans), czyli wszystko jest OK (wychodzi na to, że symuluje 🙂 ). No tak tylko dlaczego mnie boli i nie mam wyprostu? Okazało się, że mam powiększone więzadło boczne LCL (to od zewnętrznej strony) i ledwo widoczne ślady zapalenia na przyczepie mięśnia brzuchatego łydki. Niby miejsca się zgadzają, ale ten brzuchaty to tak trochę na wyrost bo wg doktora normalnie ciężko to zauważyć (ale jednak coś tam widać). Reasumując najważniejsze, że nie ma zapalenia więc nie ma zastrzyku 🙂 , mięśnia są OK i trzeba się zająć tym więzadłem i trochę brzuchatym. Po koniec Asia jeszcze mi podała następną dawkę leku. Wieczorem oczywiście strzeliłem basenik.

2015/09/05 – w czwartek jak zwykle przerwa po zajęciach u Asi więc zrobiłem wersję minimalną ćwiczeń (rozciąganie, wałek, brzuch) a w piątek już pełna zestaw ćwiczeń w domu. Dzisiaj natomiast 55 km rowerku i rozciąganie.

2015/09/06 – Druga wizyta na bieżni antygrawitacyjnej. Przebiegłem niecałe 5 km w tempie 5.30 przy 50 % masie ciała – REWELACJA. Przy okazji nakręciłem z synem klika filmików aby pokazać Asi jak zachowują się moje nogi przy zmianie masy ciała. Siłownia jest wyposażona w większość sprzętów rehabilitacyjnych więc po bieganiu zrobiłem większość ćwiczeń.

2015/09/07 – dzisiaj było ponad 4 godziny rehabilitacji, przedostatnia dawka leku oraz Asia ustaliła nowy zestaw ćwiczeń, który nagraliśmy na telefon. Wszystko jak zwykle miło i sympatycznie 🙂 zwłaszcza, że po koniec dnia przybiegła do nas Pepsi powodując „bananika” na naszych buźkach. Jutro rano basenik i wieczorem rozciąganie. Zapomniałem wspomnieć o jednej sprawie – Asia powiedziała, że mogę ponownie spróbować biegać więc może jutro przebiegnę się z 10 minut i ocenie czy jest zmiana w stosunku do lipcowego biegania.

2015/09/10 – we wtorek regulaminowa przerwa, ale w środę zrobiłem cały zestaw ćwiczeń w domu. Dzisiaj standardowo około 4 godzin ćwiczeń i dodatkowo Asia rozpisała mi całkowicie nowe ćwiczenia do domu. Faktycznie tamte już się trochę znudziły a poza tym już nadszedł czas na ćwiczenia wymagające trochę więcej wysiłku.

2015/09/12 – Po dzisiejszym dniu chyba się muszę udać do lekarza (takiego od głowy). Deszcz pada, jest zimno i nieprzyjemnie a
my w kilka osób jeździmy 45 km na rowerze. Tak się zastanawiam czy to aby jest normalne zachowanie 😀 No nic, mam  tylko nadzieję, że zapalenia płuc nie dostanę.

2015/09/13 – Czas pobiegać na bieżni więc ruszyłem na siłke. Przebiegłem 5 km w tempie 7.30 i czasie około 45 miut. Wszystko przy 60% masie ciała czyli zmiana o 10% w stosunku do zeszłego tygodnia. Po przebiegnięciu 5 km zwiększałem masę ciała o 10% i biegłem tak przez 1 minutę aż w końcu doszedłem do 100%. Kolano zachowywało się poprawnie więc zrobiłem również resztę ćwiczeń z listy 🙂

2015/09/14 – zadowolony, że kolanko wytrzymało dzisiaj również pobiegłem na bieżnię. Czas, tempo i redukcja masy podobna jak wczoraj a po bieganiu zrobiłem na miejscu cały zestaw ćwiczeń. Wieczorem jednak już czułem kolanko i zdałem sobie sprawę, że chyba było o jedną bieżnię za dużo. Mimo zgody na normalne bieganie w obecnej sytuacji jak widać chyba jest jeszcze na to za wcześnie.

2015/09/15 – Dzisiaj szedłem do Asi, ale kolano było zmęczone i wyraźnie przez cały dzień odczuwałem dyskomfort a zginacze co chwila się „odzywały”. Ewidentnie jest przeciążone 🙁 . Po czterogodzinnej wizycie i złotych rękach Asi kolano było jak nowe. Jednak już wieczorem dyskomfort zaczął powracać a następnego dnia zginacze bolały nie mówiąc już nic jak noga doskwierała po dłuższym siedzeniu na krześle. Asia wspominała, że jak tak dalej pójdzie to w październiku robimy 3 tygodniową przerwę od wszystkiego – to jest książkowe zachowanie przy zapaleniach zginaczy.

2015/09/17 – Wczoraj regulaminowa przerwa oraz wieczorny basenik. Dzisiaj miałem przyjść z ogoloną nóżką aby Asia mogła nakleić „tapy” czyt. tejpy (takie taśmy kolorowe jak mają sportowcy 🙂 ), ale okazało się, że mam już pierwszą fazę sklerozy i zupełnie o tym zapomniałem. No nic postaram się pamiętać o tym w przyszłym tygodniu 🙂 . Wszystko przebiegło jak zawsze wspaniale i po czterech godzinkach mogłem udać się do domu 🙂