2016.11.11

Ściganie trochę nie wyszło, ale o tym za chwilę. Miał być koniec sezonu, ale już mamy listopad i 10 km biegu należy potraktować treningowo 😉 . Bieg Niepodległości to jeden z tych biegów, które lubię najbardziej a dlaczego? Bo przede wszystkim nie widać w nim tak już wszechobecnej komercji. Jest bardzo patriotyczny (hymn przed startem, tematyczne N1koszulki itp.) a co najważniejsze tylko w tym biegu, będąc na wiadukcie nad alejami Jerozolimskim, jak się odwrócisz to zobaczysz przepiękną i niesamowicie długą flagę Polski złożoną z tysięcy biegaczy. Dodatkowym atutem jest dosyć szybka trasa – długa prosta z jednym nawrotem. Zapowiadali deszcze, ale na szczęście podczas biegu nie padało. Było jednak dość chłodno (kilka stopni powyżej zera), ale ubraliśmy się odpowiednio (biegłem z Damianem) więc warunki nam dopasowały. Fota Triclubowa przed startem i punktualnie 11 listopada 2016 r o godzinie 11:11 wystrzelił starter. Na szczęście większość osób ustawiła się w odpowiednich strefach (co rzadko się zdarza) więc nie trzeba było ciągle wyprzedzać. Od początku starałem się utrzymać wysokie tempo bo patrząc na trasę liczyłem trochę na rekordzik. Tętno na początku w okolicach 85% i systematycznie rosło. Przez cały dystans biegło mi się rewelacyjnie co przyniosło efekt na mecie 🙂 . Z pulsem na poziomie 98% Hr max wpadłem na metę uzyskując czas 46:43 czyli udało się ustrzelić życiówkę 🙂 . Damian przybiegł klika minut za mną, ale to trocN2hę z mojej winy. Przed startem dałem mu żel energetyczny i trochę mu nie przypasował. Problemy z żołądkiem skończyły mu się dopiero po 6 km. Wiem, wiem, że nigdy nic nie testujemy przed startem, ale uznałem, że młody organizm to wszystko przyjmie a poza tym kiedy ma testować jak nie biega regularnie 😛 . Ogólnie bieg bardzo udany i sympatyczny również dla Triclubowiczów, którzy wykręcili wspaniałe czasy. Damian, bieg sobie odbije 10 grudnia gdzie wspólnie pobiegniemy 10 km po Pradze.