2016.12.03

Kubeł zimnej wody i pokora – tak pokrótce można by skomentować mój udział w „XXI Otwartych Mistrzostwach Warszawy w pływaniu Masters” na basenie 50 m. Start był bardziej dla zabawy, ale jak zawody to oczywiście trzeba spiąć pośladki i walczyć o dobre lokaty a zwłaszcza, że pod logiem klubu wstydu przynieść nie można 🙂 . Tegoroczne imprezy TRI oraz te biegowe przyzwyczaiły mnie już trochę do życiówek, więc ja przyszły fot1„Phelps” i „Korzeniowski” w jednym  wpadłem na zawody jak po swoje. Sama impreza wspaniale zorganizowana, wszystko punktualnie, atmosfera rewelacyjna – nic chyba więcej lepiej nie dało się zrobić. Pierwsza konkurencja w sobotę – prosta sprawa 100 m dowolnym. Godzinę przed startem (zgodnie z zaleceniami coacha) wszedłem do wody na rozpływanie i rozgrzanie – trochę skoków, przyśpieszeń, wszystko zgodnie z rozpiską. Kilka minut po 16:00 byłem już przy słupku oczekując na gwizdek. Okularki areo włożone pod czepek, obcisłe kąpielówki aby czasem nie zaburzyły ruchu wody, wszystko dopięte. „Na miejsca” i start – wyskoczyłem jak torpeda i pomknąłem pierwsze 50 m, zapewne zrobiłem idealny nawrót niczym miś polarny i do mety. Gdzieś na 75 metrze całkowicie odcięło mi nogi i naszemu przyszłemu „Phelpsowi” lekko „rurka zmiękła”. Nie miało to już chyba znaczenia bo wcześniej zorientowałem się, że nikt obok mnie nie płynie. Oczywiście mógłby to być ten wariant kiedy ja prowadziłem całą stawkę, ale bądźmy poważni 😉 . Niestety przeze mnie trochę opóźniły się dalsze starty bo wszyscy musieli czekać aż dopłynę 😀 . W rezultacie wykręciłem kosmiczny czas 1:34:56 co dało mi zaszczytne 22 miejsce w kategorii wiekowej (na 25 startujących). Wynik ten na pewno nie trafi do działu „życiówki”. No nic, jeden start zwalony, ale przecież najlepszym się zdarza. Następnego dnia czekały mnie trzy konkurencję więc postanowiłem odrobić straty. Tym razem wszystko rozpoczęło się z samego rana. Organizacja perfekcyjna jak zawsze a pierwszym startem było 50 m dowolnym. Przed startem tradycyjna rozgrzewka i rozciągnięcie muskułów, które miały powodować, że woda nie będzie dla mnie oporem 😀 . Tak przygotowany fizycznie, technicznie i mentalnie gotowy byłem do startu. Komenda „start” i poleciałem. Generalnie wszystko było idealnie – ciąłem wodę jak samuraj wrogów, „mięśnie” pracowały na pełnych obrotach, wyrafinowana technika była widoczna z widowni i tylko z jakiś zupełnie mi nieznanych powodów przypłynąłem ostatni. Mój idealny czas 00:41:95 pozwolił mi zająć 20 miejsce w kategorii na 20 startujących. Głupie uśmieszki są akurat teraz zbędne 😉 .

Start w następnej konkurencji czyli 4 x 50 m dowolnym skwituje szybciutko – popłynąłem w czasie ponad 43 sekundy więc pomińmy to może milczeniem. Pocieszeniem może być tylko fakt, że w wyniku losowania nasza sztafeta dostała prezenciki od sponsora – czadowo 🙂 .fot3 Wszystko to nic, przecież pozostał koronny dystans triathlonistów czyli 400 m dowolnym. Na treningu ostatnio wykręciłem czas (startując z wody) 00:07:33 więc tutaj spodziewałem się wyniku na poziomie … tu mnie właśnie fantazja poniosła 😉 . Mamy południe i wspaniała pływalnia „Warszawianka” będzie zaraz świadkiem jak świetny pływak Tomek będzie łamał wszelkie rekordy. Standardowa rozgrzewka, ale nie ma czasu o tym pisać więc przejdźmy już do startu. Strategia była prosta czyli taka jak na treningu. Pierwsze dwie setki średnio, trzecia opór a czwarta jak wyjdzie. Plan planem a pływalnia szybko zweryfikowała czy mam jeszcze chodzić trzy czy dwa razy tygodniowo na basen. Opcja „trzy razy tygodniowo” zdecydowanie tu zwyciężyła 😀 . Po tzw „przepaleniu” wczorajszej setki, dzisiaj popłynąłem tak asekuracyjnie, że nawet nie wiem jak to opisać. Jak ktoś oglądał „Zwierzogród” i leniwce w akcji to wie o czym mówię. Kończąc tą nierówną walkę, gdybym płynął tak jak na treningu to licząc skok ze słupka powinienem mieć czas dobrze poniżej 07:30. Nofot2 tak powinienem, ale miałem 7:45:08 i 15 pozycję wśród 17 startujących.

Ogólnie bardzo fajne zawody, na które na pewno wybiorę się w przyszłym roku. Dały mi sporo do myślenia a zdobyte doświadczenie na pewno przyda się na zawodach. Gratulację dla wszystkich Triclubowiczów a szczególnie dla Ingi za pudło (jak zwykle) i Łukasza, który zdemolował swoją kategorię.