Jeszcze niedawno wstawiałem post, że pozostało 200 dni do startu a to już wszystko zaraz się wydarzy, to już tak niewiele czasu do wymarzonego celu. Nie ma chyba dnia bym o Barcelonie nie pomyślał, nie wszedł na stronę Ironman-a aby zobaczyć czy coś się zmieniło, czy też obejrzał jakiś filmik z zawodów z poprzednich lat. Zwyczajnie jaram się tym wyjazdem i już i mogę spokojnie powiedzieć, że zaczynam się spinać 🙂 . Razem ze spinką powoli będę schodził z objętości treningowych aby być na 100% gotowy na 30 września. Przydałoby się więc zrobić jakieś małe podsumowanie wykonanej o tej pory pracy, pokonanej drogi. Najczytelniej będzie to chyba pokazać w liczbach i datach:

Triathlon trenuje od połowy 2014 (w Triclub-ie od jesieni 2014 r). Czyli wychodzi tak dwa i pół roku, ale należy odliczyć 9 miesięcy na przerwę w treningach po zerwaniu więzadła. Biegam sobie od 2011 roku.

Waga: wg domowego archiwum 15 marca 2011 roku ważyłem 106 kg i w talii miałem również 106 (ale cm) – czyli klasyczny idealny wymiar kuli 😀 . Tkankę tłuszczową miałem wtedy na poziomie 21,1%. Czyli w 1/4 byłem chodzącą słoninką 😉 . Po wizycie u dietetyczki po 4 miesiącach było już „tylko” 92 kg. Tak się trzymałem w okolicach 90 aby w grudniu 2014 roku uzyskać wynik 89 kg a w lutym 2015 już 85,9 kg. W lutym 2016 roku tkanka tłuszczowa była na poziomie15% a waga wyniosła 87 kg. Solidna dieta, konsekwencja a przede wszystkim pomoc żonki 😉 pozwoliła osiągnąć zaplanowaną waga startową na poziomie 78 – 79 kg a tkanka tłuszczowa wynosi już teraz około 11%.

Metamorfoza 🙂

 

Jest nieźle – 2017/08/14

 

Do tej pory wystartowałem w 16 zawodach triathlonowych. W większości był to dystans sprinterski (5 razy) oraz 1/4 IM (5 razy). Trzy razy udało się wystartować na dystansie olimpijskim i raz na 1/8 IM. W Gdyni na połówce byłem dwa razy. Z ważniejszych imprez biegowych, to od 2011 roku, kiedy założyłem pierwszy raz buty biegowe, udało mi się przebiec czterokrotnie maraton.

Od początku staram się przykładać do treningów i sumiennie robić robotę, którą zada mi Łukasz. Nigdy nie chciałem mieć żadnych wątpliwości, że zrobiłem co mogłem a na starcie chciałem uniknąć myśli, że mogłem jednak bardziej się postarać 🙂 Aby mieć jakieś wyobrażenie jak to wygląda w liczbach pokusiłem się o krótką statystykę moich treningów tylko w tym roku (od początku stycznia do końca sierpnia 2017). Wygląda to tak:

Pływanie:

  • wody otwarte – 48 km
  • basen – 166 km – tutaj dystans jest bardzo przybliżony (a raczej bardzo zaniżony). Zegarek zlicza basen tylko jak się pływa stylem. Dla zegarka robienie ćwiczeń to nie pływanie 🙂
  • W sumie na pływanie poświęciłem 98 godzin

Foto: Triclub

Rower:

  • Na szosie przejechane 2250 km
  • Na trenażerze spędziłem prawie 59 godzin
  • W sumie na rowerze (szosa + trenażer) kręciłem 190 godzin

Foto: Triclub

Bieganie:

W tym roku wybiegałem 890 km i zajęło mi to 80 godzin

Foto: Triclub

Do tego dochodzą jeszcze ćwiczenia rozciągające oraz core stability, które staram się robić regularnie, ale nie zawsze włączam zegarek 🙂 Z tego co udało mi się „wyciągnąć” z zegarka to wychodzi, że zajęło mi to w tym roku około 80 godzin.

Zliczając to wszystko, daje to w sumie 448 godzin treningu w 2017 roku, czyli średnio, ćwiczyłem ponad 2 godziny dziennie 🙂

Czy to dużo czy mało? Zapewne dla osoby, która nic nie trenuje to całkiem sporo, ale już dla osoby mającą sporo doczynienia ze sportem to chyba żadna rewelacja. Dla mnie najważniejsze, to nie ile dokładnie czasu poświęciłem w tym roku na treningi, ale czy jest to wystarczająco dużo i czy to wystarczy do osiągnięcia celu? Trener uważa, że tak a to przecież on wie najlepiej 😀 . Pozostał jeszcze ostatni start w Polsce, czyli Mistrzostwa Polski na dystansie 1/2 IM w Malborku. Tam spróbuje złamać 5 godzin, choć może być ciężko bo jak to Łukasz stwierdził „zawody będą na zmęczeniu”. Jestem na etapie robienia najdłuższych i najcięższych jednostek treningowych więc wypoczęty na zawody nie pojadę. Nie te zawody są w końcu celem tych treningów. Nie ma co jednak grymasić tylko pięć godzin trzeba połamać 😀 . Ma być płaska trasa rowerowa i chyba ładna pogoda (Malbork słynie niestety z deszczowych zawodów) więc litości nie będzie.